Niesamowite jak
paradoksalnie układa się życie: najpierw bardzo czegoś pragniesz i nie
możesz się doczekać, a potem, kiedy jest już po wszystkim, marzysz tylko
o tym, by cofnąć czas i wrócić do dni, gdy wszystko było po staremu. - Lauren Oliver.
Siedziałam przy zgaszonym świetle
na swoim łóżku, cicho popłakując. Jak on śmie się do mnie dotykać? Przeklęty
Nott. Najważniejsze, by wykorzystać brudną szlamę. Zadziwiające było to, że nie
bał się pobrudzić mną rączek. Przebrałam się już w piżamę i błagałam, aby sen
mnie dopadł. Jednak to nie było takie proste. Potrzebowałam dobrego planu, by
stąd się wydostać. Potrzebowałam kilku kartek, aby móc rozrysować cały przebieg
akcji. Wszystko musiało iść jak po maślę, bym się stąd wydostała. Gdyby coś
poszło nie tak, zapłaciłabym życiem.
Chociaż, czy takie nędzne życie ma jakikolwiek sens? Dar od Boga, który nie zlitował się nad światem. Skoro Wszechmogący stworzył wszystko, co dobre, to skąd pojawiło się tyle zła na świecie? Zawsze znajduje się człowiek, który chce wszystkich wykończyć i sprawić, by cierpiał. „Bóg nie ma wpływu na nasze decyzje oraz na nasze słabości”. Dlaczego nie mógł stworzyć ludzi idealnych? Życie byłoby łatwiejsze.
Położyłam się na prawy bok i zamknęłam oczy. Przypominałam sobie, jak wszyscy byliśmy w Hogwarcie. Było znacznie lepiej. Ron, Harry i Ginny. Moi kochani przyjaciele. Jednak nie miałam pojęcia, gdzie oni wszyscy przebywali. Chciałam dostać od nich list i dowiedzieć się, że wszystko było dobrze. Nawet, mogliby skłamać. Spałabym spokojnie.
Połykałam własne łzy, gdy nagle usłyszałam otwieranie się drzwi. Kogo tu niosło? Przewróciłam się na lewy bok, by ujrzeć kto właśnie wszedł. Był to Malfoy. No tak, idiotko, kogo innego mogłaś się spodziewać w tym domu? Podszedł niepewnie do mojego łóżka i usiadł na krawędzi. Nie chciałam by zobaczył moje łzy. Niech wyjdzie. Po prostu wyjdzie.
- Wszystko w porządku? – usłyszałam jego cichy głos. Mówił niepewnie. Sądziłam, że przyszedł tutaj z obowiązku, a nie dlatego, że mu mnie szkoda.
Zaczęłam się śmiać nerwowo przez łzy. No pewnie, szafa gra.
- Cudownie.
Próbowałam usiąść na łóżku, ale jedynie mi się udało oprzeć się łokciami o materac. Poczułam zażenowanie. Chciałam płakać, wykrzyczeć, że nienawidzę tego domu i tych ludzi, którzy do niego przychodzą. Jednak, ja tylko byłam zwykłą służącą. Do tego szlamowatą służącą.
- Teodor tutaj się już nie zjawi, na pewno będzie obserwowany.
To nie miało sensu. Litowanie się nigdy nie brzmiało poważnie.
- Od kiedy, pana Malfoy’a interesuje jak się ma szlama? – chciałam udawać, że mnie to nie wzrusza, ale poczułam się bezpieczniej. Miło z jego strony, że zainteresował się mną.
- Od wtedy, gdy błagałaś mnie na kolanach, abym cię wziął do Snape’a.
No tak, to był najlepszy argument. Po krótkiej chwili, zaczęłam płakać jak dziecko. Usiadłam na łóżku i ryczałam jak nienormalna. W sumie, nie czułam niczego, poza obrzydzeniem do samej siebie. Ten przeklęty Nott mnie dotykał, całował i gdyby nie to, że zdążyłam uciec, pewnie mogłabym zaliczyć do tego również gwałt. Nigdy bym się z tego nie wymyła. Nawet za milion lat.
Po chwili, poczułam na sobie dotyk, tym razem nie wstrętny i zimny, ale czuły, przy którym mogłam czuć się bezpiecznie. Malfoy złapał mnie za dłoń, jak to robią przyjaciele, by dodać sobie otuchy. On tego robić nie musiał. Dawniej był moim wrogiem, a teraz nawet nikim ważnym. Spojrzałam się na niego. Po chwili, nie myśląc, przytuliłam się do niego. Był to zwykły przyjacielski uścisk. Malfoy nie czuł się pewnie. Nie dziwiłam się mu, ale po chwili odwzajemnił uścisk. Dzięki temu, poczułam się dużo lepiej. Uścisk był dużo lepszy od całowania, chociaż z nim, nie mogłam tego dopuścić do swoich myśli, czy rozmowy. Dzięki głupiemu przytuleniu, człowiek pozbywał się wszystkich negatywnych myśli. Tak jakby istniała pomiędzy nami bariera ochronna. Podejrzewałam, że zaczynałam bredzić.
Chociaż, czy takie nędzne życie ma jakikolwiek sens? Dar od Boga, który nie zlitował się nad światem. Skoro Wszechmogący stworzył wszystko, co dobre, to skąd pojawiło się tyle zła na świecie? Zawsze znajduje się człowiek, który chce wszystkich wykończyć i sprawić, by cierpiał. „Bóg nie ma wpływu na nasze decyzje oraz na nasze słabości”. Dlaczego nie mógł stworzyć ludzi idealnych? Życie byłoby łatwiejsze.
Położyłam się na prawy bok i zamknęłam oczy. Przypominałam sobie, jak wszyscy byliśmy w Hogwarcie. Było znacznie lepiej. Ron, Harry i Ginny. Moi kochani przyjaciele. Jednak nie miałam pojęcia, gdzie oni wszyscy przebywali. Chciałam dostać od nich list i dowiedzieć się, że wszystko było dobrze. Nawet, mogliby skłamać. Spałabym spokojnie.
Połykałam własne łzy, gdy nagle usłyszałam otwieranie się drzwi. Kogo tu niosło? Przewróciłam się na lewy bok, by ujrzeć kto właśnie wszedł. Był to Malfoy. No tak, idiotko, kogo innego mogłaś się spodziewać w tym domu? Podszedł niepewnie do mojego łóżka i usiadł na krawędzi. Nie chciałam by zobaczył moje łzy. Niech wyjdzie. Po prostu wyjdzie.
- Wszystko w porządku? – usłyszałam jego cichy głos. Mówił niepewnie. Sądziłam, że przyszedł tutaj z obowiązku, a nie dlatego, że mu mnie szkoda.
Zaczęłam się śmiać nerwowo przez łzy. No pewnie, szafa gra.
- Cudownie.
Próbowałam usiąść na łóżku, ale jedynie mi się udało oprzeć się łokciami o materac. Poczułam zażenowanie. Chciałam płakać, wykrzyczeć, że nienawidzę tego domu i tych ludzi, którzy do niego przychodzą. Jednak, ja tylko byłam zwykłą służącą. Do tego szlamowatą służącą.
- Teodor tutaj się już nie zjawi, na pewno będzie obserwowany.
To nie miało sensu. Litowanie się nigdy nie brzmiało poważnie.
- Od kiedy, pana Malfoy’a interesuje jak się ma szlama? – chciałam udawać, że mnie to nie wzrusza, ale poczułam się bezpieczniej. Miło z jego strony, że zainteresował się mną.
- Od wtedy, gdy błagałaś mnie na kolanach, abym cię wziął do Snape’a.
No tak, to był najlepszy argument. Po krótkiej chwili, zaczęłam płakać jak dziecko. Usiadłam na łóżku i ryczałam jak nienormalna. W sumie, nie czułam niczego, poza obrzydzeniem do samej siebie. Ten przeklęty Nott mnie dotykał, całował i gdyby nie to, że zdążyłam uciec, pewnie mogłabym zaliczyć do tego również gwałt. Nigdy bym się z tego nie wymyła. Nawet za milion lat.
Po chwili, poczułam na sobie dotyk, tym razem nie wstrętny i zimny, ale czuły, przy którym mogłam czuć się bezpiecznie. Malfoy złapał mnie za dłoń, jak to robią przyjaciele, by dodać sobie otuchy. On tego robić nie musiał. Dawniej był moim wrogiem, a teraz nawet nikim ważnym. Spojrzałam się na niego. Po chwili, nie myśląc, przytuliłam się do niego. Był to zwykły przyjacielski uścisk. Malfoy nie czuł się pewnie. Nie dziwiłam się mu, ale po chwili odwzajemnił uścisk. Dzięki temu, poczułam się dużo lepiej. Uścisk był dużo lepszy od całowania, chociaż z nim, nie mogłam tego dopuścić do swoich myśli, czy rozmowy. Dzięki głupiemu przytuleniu, człowiek pozbywał się wszystkich negatywnych myśli. Tak jakby istniała pomiędzy nami bariera ochronna. Podejrzewałam, że zaczynałam bredzić.
Obudziłam się około dziewiątej.
Cholera jasna! Kolejny dzień, w którym wstałam zbyt późno. Starałam się
wszystko sobie przypomnieć, co wydarzyło się zeszłej nocy. Tak naprawdę, to do
niczego nie doszło. Chociaż, czułam się jak idiotka, gdy pomyślałam, że
rzuciłam się na Malfoy’a, niczym jak płacząca nastolatka.
Nałożyłam na siebie jedynie szlafrok i postanowiłam pójść się wytłumaczyć. Mimo że nie powinnam wyjść tak ubrana, to po prostu musiałam wytłumaczyć tę sytuację. Nie byłam sama z niej zadowolona. Jak pracownica mogła tak się zachować? Gdyby tutaj nie przychodził… no właśnie, po co on w ogóle przyszedł? By sprawić mi kłopoty? Co za matoł, a ze mnie kretynka.
Gdy weszłam do salonu, zauważyłam, że Malfoy siedział tam, czytając „Proroka Codziennego”. Wydawał się niewzruszony tym, że weszłam do pokoju, jakby mnie nie zauważył. Po chwili, spojrzał spod gazety z poirytowanym wzrokiem. Ten człowiek był gorszy od kobiety.
- Przepraszam za wczoraj – powiedziałam spokojnie, patrząc w podłogę. Nie chciałam widzieć jego wyrazu twarzy. – Tak jak przepraszam za to, że nie przygotowałam śniadania. Pewnie jest pan głodny.
Odłożył gazetę na bok i wstał. Nie mogłam uwierzyć, że byłam taka potulna. Zwracanie się do niego per „pan” było niedorzeczne. Myślałam, że zwymiotuję.
- Chyba musisz mnie się naprawdę bać, aby przepraszać za to, że nie wstałaś na określoną godzinę – spojrzał się na mnie z politowaniem. Miał rację, zachowywałam się głupio. – Jak ktoś mi jeszcze kiedyś powie, że Gryfoni są odważni, to go wyśmieje. Co do ciebie, to trudno. Przydałby ci się jakiś dzień wolny. – Gdy usłyszałam dwa ostatnie słowa, stanęłam dęba. Dzień wolny? – Jednak, nie teraz. Masz posprzątać ze stołu, jak ogólnie ogarnąć dom, potem robisz co chcesz.
No tak, zawsze musi być jakieś „ale”. Jednak to w ogóle mi nie przeszkadzało. Mogłam się za to zabrać od razu.
- Dziękuje bardzo – powiedziałam prawie zachwycona. Jednak, przypomniałam sobie o wczorajszych rozmyślaniach. – Czy mogłabym dostać kilka czystych kartek papieru? Byłabym ogromnie wdzięczna.
Spojrzał się na mnie podejrzliwie. Westchnął głęboko i ruchem ręki, kazał mi iść za nim. Szedł do swojego gabinetu. Gdy byliśmy na miejscu, kazał mi zostać przed drzwiami. No tak, szlamy mają wstęp wzbroniony do takich rzeczy.
Po chwili, wrócił z tym, o co go prosiłam. Gdy mi dawał kartki, po chwili dodał:
- Tylko się ubierz. Nie będziesz cały dzień paradować w piżamie.
Gdy wymówił ostatnie słowo, zarumieniłam się, a on zlustrował mnie wzrokiem.
Nałożyłam na siebie jedynie szlafrok i postanowiłam pójść się wytłumaczyć. Mimo że nie powinnam wyjść tak ubrana, to po prostu musiałam wytłumaczyć tę sytuację. Nie byłam sama z niej zadowolona. Jak pracownica mogła tak się zachować? Gdyby tutaj nie przychodził… no właśnie, po co on w ogóle przyszedł? By sprawić mi kłopoty? Co za matoł, a ze mnie kretynka.
Gdy weszłam do salonu, zauważyłam, że Malfoy siedział tam, czytając „Proroka Codziennego”. Wydawał się niewzruszony tym, że weszłam do pokoju, jakby mnie nie zauważył. Po chwili, spojrzał spod gazety z poirytowanym wzrokiem. Ten człowiek był gorszy od kobiety.
- Przepraszam za wczoraj – powiedziałam spokojnie, patrząc w podłogę. Nie chciałam widzieć jego wyrazu twarzy. – Tak jak przepraszam za to, że nie przygotowałam śniadania. Pewnie jest pan głodny.
Odłożył gazetę na bok i wstał. Nie mogłam uwierzyć, że byłam taka potulna. Zwracanie się do niego per „pan” było niedorzeczne. Myślałam, że zwymiotuję.
- Chyba musisz mnie się naprawdę bać, aby przepraszać za to, że nie wstałaś na określoną godzinę – spojrzał się na mnie z politowaniem. Miał rację, zachowywałam się głupio. – Jak ktoś mi jeszcze kiedyś powie, że Gryfoni są odważni, to go wyśmieje. Co do ciebie, to trudno. Przydałby ci się jakiś dzień wolny. – Gdy usłyszałam dwa ostatnie słowa, stanęłam dęba. Dzień wolny? – Jednak, nie teraz. Masz posprzątać ze stołu, jak ogólnie ogarnąć dom, potem robisz co chcesz.
No tak, zawsze musi być jakieś „ale”. Jednak to w ogóle mi nie przeszkadzało. Mogłam się za to zabrać od razu.
- Dziękuje bardzo – powiedziałam prawie zachwycona. Jednak, przypomniałam sobie o wczorajszych rozmyślaniach. – Czy mogłabym dostać kilka czystych kartek papieru? Byłabym ogromnie wdzięczna.
Spojrzał się na mnie podejrzliwie. Westchnął głęboko i ruchem ręki, kazał mi iść za nim. Szedł do swojego gabinetu. Gdy byliśmy na miejscu, kazał mi zostać przed drzwiami. No tak, szlamy mają wstęp wzbroniony do takich rzeczy.
Po chwili, wrócił z tym, o co go prosiłam. Gdy mi dawał kartki, po chwili dodał:
- Tylko się ubierz. Nie będziesz cały dzień paradować w piżamie.
Gdy wymówił ostatnie słowo, zarumieniłam się, a on zlustrował mnie wzrokiem.
- Czemu nie powiedziałeś im, gdzie
znajduje się kamień wskrzeszeń? – zapytał się mnie Blaise. Ten człowiek zaskakiwał
mnie swoim brakiem inteligencji.
- Czy ty naprawdę myślisz, że to dobry pomysł, by powiedzieć tej bandzie kretynów, że Granger po pijaku wyśpiewała nam, gdzie on jest?
Zabini miał taką minę, jakby się nad czymś głęboko zastanawiał. Jednak, jego myślenie prawdopodobnie mu zagrażało uszczerbkiem na zdrowiu.
- Ale ona po to tutaj jest, by nam wszystko zdradzić.
Westchnąłem głęboko. Jego myślenie wydawało się być tak głupie, że dziecko mogło się uśmiać.
- Po pierwsze, nie zaczyna się zdania od „ale”. Po drugie, nie rozumiesz, co oni chcą zrobić? Oni zrobią wszystko, aby Voldemort powrócił. Tak bardzo dobrze ci tam było? Chcesz, aby twoi rodzice znowu byli pod niewolą tego okropnego człowieka? A raczej potwora? Naprawdę chcesz, aby żyła osoba, która zabiła twoją młodszą siostrę?
Na wszystkie pytania odpowiedź brzmiała nie.
- Czy ty naprawdę myślisz, że to dobry pomysł, by powiedzieć tej bandzie kretynów, że Granger po pijaku wyśpiewała nam, gdzie on jest?
Zabini miał taką minę, jakby się nad czymś głęboko zastanawiał. Jednak, jego myślenie prawdopodobnie mu zagrażało uszczerbkiem na zdrowiu.
- Ale ona po to tutaj jest, by nam wszystko zdradzić.
Westchnąłem głęboko. Jego myślenie wydawało się być tak głupie, że dziecko mogło się uśmiać.
- Po pierwsze, nie zaczyna się zdania od „ale”. Po drugie, nie rozumiesz, co oni chcą zrobić? Oni zrobią wszystko, aby Voldemort powrócił. Tak bardzo dobrze ci tam było? Chcesz, aby twoi rodzice znowu byli pod niewolą tego okropnego człowieka? A raczej potwora? Naprawdę chcesz, aby żyła osoba, która zabiła twoją młodszą siostrę?
Na wszystkie pytania odpowiedź brzmiała nie.
Witam. Rozdział właśnie skończyłam pisać, a mianowicie, chcę wam coś powiedzieć. Nie tyczy się to wszystkich. Rozumiem, że w poprzednim poście, zamieściłam datę, której powinnam się trzymać, że 15 maja dodam post. Jednak tak się nie stało, ups. Chciałabym dać do zrozumienia, że sądziłam, iż się wyrobię z napisaniem, ale tak nie nastąpiło. Czy wy myślicie, że ja siedzę dwadzieścia cztery na siedem i piszę bloga? Wybaczcie, że teraz jest maj, ale czas poprawiania ocen, więc nie mogę sobie pozwolić na to, by zdążyć napisać rozdział, bo obiecałam. Rozumiem, że mnie to też zobowiązuje, ale nauka jest ważniejsza niż blog. Przepraszam za moją oschłość, ale nie rozumiem, czemu tak niektórzy się rzucają, że nie dodałam posta w terminie. Zdarza się.
No, ale dobra. Powiedźcie mi, co tam u was słychać?:) Mam nadzieje, że wszystko dobrze:)